Ostatnio postanowiłam zacząć pisać bloga. Dlaczego? Ponieważ się odblokowałam. Wszystko co mnie ograniczało, to była blokada głębokich pragnień. W tym momencie czuję się jakbym była w innym świecie, lepszym świecie pełnym możliwości. Wiele razy słyszałam, że jestem nawiedzona. Pytanie co mogło oznaczać to słowo skierowane do mnie? Osobę inaczej patrzącą na świat? Mówiącą otwarcie co siedzi Ci w duszy? Inne patrzenie na świat.... Dlaczego tak jest? Osobiście uważam, że wszystko co nas otacza jest do osiągnięcia. Ale pytanie jak to zrobić? Spróbujcie spojrzeć na jakąś złą sytuację np.: wyrzucenie z pracy. Można patrzeć negatywnie na to czyli "o kurcze, zwolnili mnie z pracy, co ja zrobię, kredyt, długi, brak jedzenia, dachu nad głową itp"z drugiej zaś strony można patrzeć: "kurcze zwolnili mnie, może jest mi pisana lepsza posada, może się nie spełniam, może tak miało być". Nie zapominajmy, że jak patrzymy na ten przykład, to jeżeli zwolnili nas z pracy i nie umiemy sobie z tym poradzić mamy przy sobie osobę chociaż jedną, która na pewno nam pomoże. - ale to już tak na marginesie. Zobaczcie dwa różne spojrzenia, a jaka różnica... Czytając drugi przykład czujemy się o wiele lepiej. Można by powiedzieć, że jest to pierwszy krok do osiągania sukcesów. - wyobrażenie sobie dwóch perspektyw rzeczywistości oraz ocenienie, która z nich jest satysfakcjonująca. Teraz temat NAWIEDZENIA. Piszę o tym ponieważ usłyszałam, że jestem nawiedzona. Dlaczego? Czy to dlatego, że patrzę inaczej na świat, że mam więcej czasu na rzeczy, które mnie uszczęśliwiają? Bo chodzę uśmiechnięta? A może fruwam w obłokach? Mentalność ludzi w większości ( żeby nie obrażać nikogo :)) jest taka, że wszystko, co nas otacza jest złe... Każdy tak sobie wmawia. ( jeżeli jest inaczej to prosiłabym o komentarze oraz własne opinie). Teraz pytanie dlaczego? BO JEST ŁATWIEJ. Jest łatwiej mówić: o jak mi się nie chce, jest mi źle, kiepsko się czuję. Trudniej zaś jest wziąć się w garść i powiedzieć idę pobiegać i pójść biegać. Jeżeli ludzie patrzyliby inaczej na życie codziennie w kolorowych barwach, brnęliby do szczęścia, to życie stałoby się zupełnie inne. Oczywiście nie chciałabym nikogo zmuszać do działania, jak ja to robię. Nie mam w zupełności tego na celu. Aczkolwiek byłabym naprawdę szczęśliwa gdyby moje rady komuś pomogły. Czy jestem zła, że mówili iż jestem nawiedzona? NIE, ponieważ odbieram to iż jestem wyjątkowa, patrząca w sposób pozytywny na świat. Uszczęśliwia mnie to. Można by się rozpisywać na ten temat w nieskończoność. Jest to niesamowity temat otwierający "bramkę" na wiele pięknych możliwości :) Mam nadzieję, że mój blog w tym pomoże. Pozdrawiam cieplutko :)
Blog powstał z myślą o ludziach. Pisząc tego BLOGA miałam na celu przekazanie pozytywnej energii poprzez artykuły, wypowiedzi oraz moje rozmyślenia dotyczące życia codziennego, zachowania ludzi... Nie będę zawierała żadnego "hejtu", który pochłania dzisiejszy świat, bo nie o to tu chodzi i tak za dużo tego jest. Będę starała się przekazywać wiedzę oraz doświadczenia, które rozjaśnią wasze spojrzenie na ŻYCIE. Będę naprawdę szczęśliwa jeżeli będę mogła Wam pomóc w trudnych sytuacjach :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Poruszyłaś t kilka ciekawych aspektów. 1. kwestia jak zwykli ludzie patrzą na ludzi "pozytywnie zakręconych". W szkole pamiętam że długi czas byłam traktowana jako dziwadło bo np. nie lubiłam imprez (sprecyzujmy: popijaw, bo same imprezy lubię), a zamiast tego organizowałam wieczorki z poezją (z bandą tak samo szalonych koleżanek) lub zakładałam zespoły muzyczne/taneczne, jeden działa do dzisiaj. W życiu spotkało mnie też wiele złego i choć wiem, że to może niezbyt pochlebne w naszej "pieczarkarni" ale przestałam nawet próbować upodabniać się do tłumu i zaprzestałam jakichkolwiek prób "asymilacji" - zauważyłam, że w ten sposób ciągną do mnie ludzie podobni do mnie. Moje myślenie się zmieniło właśnie jednego dnia gdy opowiadałam koleżance o moich planach, a ona powiedziała mi... że jestem mitomanem, bo "przecież jest niemożliwością, żeby uczyć się języków obcych jeszcze o zajęciach na studiach, żeby pisać książkę i jeszcze mieć zespół taneczny. To przecież moja wyobraźnia"... Wiesz - jak mówiła moja mama "Rób swoje, bo nie ma sensu udowadniać całemu światu, że nie jest się chomikiem". Druga sprawa to kwestia pracy... Zwolniono mnie z mojej ostatniej gdy byłam w ciąży (tak, jeszcze kilka lat temu to było legalne do 3 msc) i do dzisiaj czuję swoistą dumę, że od razu tej decyzji pożałowano- na moje miejsce przyjęto kilka osób. Tak, na moje jedno. Ale to też sprawiło, że palnęłam się w czoło: skoro i tak dostanę kasę za siedzenie w domu (bezrobotna z dzieckiem, macierzyński mi nie przysługiwał) to może czas życie przemyśleć. I choć mam solidne wykształcenie w jednym kierunku, dokończyłam inną otwartą księgę w moim życiu. Włączam kolejny bieg w aucie zwanym moim życiem i teraz już nic mnie nie powstrzyma. Cieszę się, że w tym moim pędzie są jeszcze inni ludzie, którzy kibicują lub jadą przede mną pokazując drogę. Rób swoje, trzymam kciuki
OdpowiedzUsuńOczywiście, jest jeszcze więcej tak wspaniałych osób. Mam nadzieję że w moim gronie będzie ich jeszcze więcej :)
OdpowiedzUsuń